16 wrz 2016

Nagłe zniknięcie

Zapomniałam już, jak to jest otworzyć kartę bloggera i po prostu zacząć pisać. Ni stąd, ni zowąd, posty przestały się pojawiać, a ja zniknęłam z blogosfery. Absolutnie nie było to zamierzonym działaniem, miałam sporo pomysłów na nowe wpisy i chciałam tworzyć. Jednak nie zawsze wszystko zależy od nas. W moim przypadku nie była to szkoła, jak większość mogłaby pomyśleć (choć w pewnym stopniu to także). Niestety mój komputer został zabrany do naprawy, a dziś mija już bodajże trzeci tydzień bez dostępu do komputera, a co za tym idzie - bloga. Nadal nie mam pojęcia, kiedy odzyskam sprzęt i będę mogła na nowo tworzyć. Aktualnie piszę z pożyczonego od mamy laptopa, bo uznałam, że czas najwyższy na jakieś wyjaśnienia. A minął ponad miesiąc, co uświadomiłam sobie dopiero teraz...

Powrót na pewno będzie ciężki, bo już zupełnie się od tego odzwyczaiłam. Do tego statystyki poleciały na łeb na szyję, zapewne nikt już tutaj nie został. Jednak mam nadzieję, że to jeszcze nie czas, by odchodzić z blogosfery, którą kiedyś tak mocno pokochałam. Trzymajcie kciuki, by komputer jak najszybciej do mnie wrócił, a wraz z nim moi czytelnicy. Odezwę się jak tylko najszybciej będę mogła, bo tematy mam. :)

Do napisania, 
Wasza J.

5 sie 2016

Gościłam pielgrzymów na ŚDM 2016 || relacja

Tak jak wspominałam już w poprzednim wpisie, podczas ŚDM wraz z rodziną zdecydowałam się ugościć pielgrzymów. Dziś przybywam z krótką (mam nadzieję, że taka wyjdzie!) relacją z ich pobytu u nas. 


Wszystko zaczęło się już na kilka dni przed oficjalnym rozpoczęciem wydarzenia w Krakowie. Wraz z koordynatorkami ŚDM w naszej parafii telefonicznie ustaliliśmy, że odbierzemy ich w niedzielę wieczorem. Lecz przesunęło się to na dzień następny. Czekaliśmy prawie cały poniedziałek na naszych pielgrzymów. Nikt nam nie dał znać, że jednak ich dziś nie będzie. Dlatego byłam strasznie zła na całą organizację tego przedsięwzięcia. Okazało się, że jedna z dużych grup nie dała znaku życia, czy przyjadą czy nie, nie było z nimi kontaktu. Z tego powodu dopiero we wtorek późnym wieczorem (godzina około 22:30) poszłyśmy odebrać naszych pielgrzymów. Dziewczyny były już w piżamach, mogły iść już spać, a przez beznadziejną organizację musiały praktycznie w nocy się przenosić...
Z racji późnej pory tylko pokazałyśmy im, gdzie będą spać, gdzie jest łazienka oraz dowiedziałyśmy się o której chcą śniadanie i kiedy wychodzą. 

22 lip 2016

What now

Bez żadnego ostrzeżenia czy też wytłumaczenia zniknęłam z Bloggera. Było mi źle z faktem, że zostawiłam bloga, ale równocześnie zupełnie nie miałam pomysłu, weny ani chęci na nowe wpisy. Jednak zebrałam się i tak oto jestem. Aktualnie jestem w fazie zastanowień, co zrobić ze swoją stroną. Zawiesić działalność w sieci, może zupełnie ją porzucić, a może powrócić do tego... Los pokaże. :) 

Z rytmu blogowania wytrącił mnie fakt, iż zupełnie znienacka (na początku lipca) zepsuł mi się telefon, na którym miałam wszystko. I tak oto byłam ponad tydzień odcięta od social mediów i w mniejszym stopniu od kontaktu z ludźmi. Na szczęście moja kochana ciocia dała mi jakiś zastępczy, trochę gorszy od mojego. Jednak wciąż nie mogę się przyzwyczaić i czuję się taka zawieszona pomiędzy czymkolwiek. 

26 cze 2016

A jeszcze przed miesiącem kartkówki, sprawdziany, dzwonki...

*w tytule cytując tekst  z zakończenia*

Koniec. 10 lat nauki w moim ukochanym zespole szkół - podstawówki i gimnazjum - minęło. Myślałam, że nie będę płakać. I tak też się stało, bo na to nawet nie było czasu. Nasz występ był świetny. Czułam wielki stres, bo stałam przez cały ten czas na scenie przed wszystkimi. Jednak nie było tak źle. Końcówka - pożegnalny filmik, który nagrywaliśmy w kawałkach przez kilka tygodni, a który miał być wzruszający, jednak wyszedł śmieszny, oraz wystrzelenie konfetti przez naszych wspaniałych wychowawców - była najcudowniejsza. Stojąc i patrząc na powolnie opadające srebrne płatki, czułam szczęście, że tak fajnie to wyszło. Potem w klasie wielki rozgardiasz, podpisywanie papierów, rozdawanie prezentów nauczycielom. Nawet nie było jak się pożegnać, nad czym najbardziej ubolewam, bo właściwie po prostu wszyscy się w swoim czasie porozchodzili, bez słowa.
Rozryczałam się w połowie drogi powrotnej do domu. Co z tego, że ta klasa przysporzyła mi tyle problemów, łez i upokorzeń, skoro dali mi też mnóstwo wartych zapamiętania chwil? Nie lubię ich, ale są dla mnie jak rodzina. I tak, będę tęsknić. Tak wiele narzekania, złości, bezradności, smutku, a zarazem śmiechu, radości, szczęścia i cudownych momentów. Spędziłam tu tyle lat. Tu wydoroślałam, z małej łobuziary wyrosłam na poważniejszą nastolatkę. Tu poznałam swoich pierwszych przyjaciół i ''zakochałam się'' - tak jak to w podstawówce bywa, niepoważne miłości i chichoty. Tu mnie także nauczyli, oprócz tych wszystkich formułek, że sprawiedliwości nigdy na świecie nie ma i nie będzie...
I nagle mam wyfrunąć z gniazda, szukając innego? Nie jestem na to gotowa, to skok na głębokie, nieznane wody. Ale kiedyś trzeba wydorośleć. Na to nie ma siły. Głowa do góry, uśmiech na twarz (nawet jeśli sztuczny) i optymistyczne patrzenie w przyszłość. Nawet jeśli ten przekonujący głos w głowie mówi, że wcale nie dam rady i wcale kolorowo nie będzie....

A przed nami wakacje! 2 miesiące, chciałoby się rzec, lenistwa. Ale dla trzecioklasistów głównie nerwów i stresu, czy dostali się do upragnionej szkoły. Trzymajcie za mnie kciuki! Wszystkim życzę udanego wypoczynku, zregenerowania sił, wspaniałych wyjazdów, a przede wszystkim wiele śmiechu i przebywania z przyjaciółmi. :)

A jeśli Wam mało, zapraszam do moich starych, letnich wpisów :