24 lip 2014

Wyjazd nad Jezioro Solińskie

Cześć, kochani! A więc (wszyscy mówią, że nie zaczyna się zdania od więc, ale ostatnio słyszałam, że jest to dopuszczalne, więc czemu by nie ;)) dziś mam dla Was obiecany post, w którym napiszę Wam trochę o swoim wyjeździe. Postaram się za bardzo nie rozpisywać, ale wiecie, jak to ze mną jest... ;)

Dzień pierwszy, środa, wyjazd
Wstałam już przed 5, mimo że mieliśmy wyjechać o 6. Nie mogłam z powrotem usnąć, a miałam dopakować jeszcze kilka rzeczy, nie chciałam o niczym zapomnieć. W końcu, gdy wszystko zabraliśmy i się wyszykowaliśmy, wyjechaliśmy po 6. W drodze do miejsca naszego zakwaterowania zatrzymaliśmy się jeszcze w Bieczu, rozprostowaliśmy nogi i trochę tam sobie pochodziliśmy. Do Zawozu (taka miejscowość), gdzie mieliśmy wynajmować pokoje, dojechaliśmy coś około 13-14. Ja ze swoimi siostrami dostałyśmy pokój numer 7, a rodzice 10. Po ogarnięciu się wyruszyliśmy na plażę (mieliśmy do niej ok.500 metrów), przy okazji zwiedziliśmy okolice. Posiedzieliśmy trochę na tej plaży, a następnie wypożyczyliśmy sobie rowerek wodny i pływaliśmy po jeziorze, było bardzo fajnie. Wracając do pensjonatu wstąpiliśmy do baru (Ostatnia Deska Ratunku, bardzo fajna nazwa :)), gdzie zjedliśmy obiadokolację. Potem już właściwie nic ciekawego się nie działo. 
/widoki za oknem/ widoki2/ głupie miny bliźniaczek (ja po lewej) / plażowo/widoczki3/


Dzień drugi, czwartek
Z samego rana pojechaliśmy na zaporę w Solinie (to tu zrobiłam najwięcej zdjęć, coś koło 50 :D). Jest naprawdę wielka, robi wrażenie. Wybraliśmy się też na rejs statkiem, z niego ta zapora wygląda bardzo imponująca i jest jeszcze większa. Tak zeszło nam całe przedpołudnie, a popołudniu obiad, nic ciekawego. Wczesnym wieczorem pojechaliśmy do znajomych rodziców, bo oni akurat wypoczywali niedaleko nas. Później poszliśmy do lasu, pochodzić sobie. W pensjonacie ogarnęliśmy się po tym spacerze i wróciliśmy do tych znajomych na grilla. Było bardzo miło, bardzo mi się tam spodobało; siedzieliśmy do późnego wieczora.


Dzień trzeci, piątek
Dziś wybraliśmy się do Majdanu, gdzie mieliśmy jechać kolejką, ale okazało się, że przejazd trwa prawie 3 godziny + jeszcze półgodzinna przerwa. Zrezygnowaliśmy i pojechaliśmy do Komańczy, gdzie odwiedziliśmy małe muzeum pamięci kard. Stefana Wyszyńskiego, pooglądaliśmy tam też kilka cerkwi. Jedna z nich (którą możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej), miała wieżyczki jak z bajki, wyglądała naprawdę cudownie, dodatkowo była na górze, skąd roztaczały się piękne widoki. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w mini zoo.


Dzień czwarty, sobota

Rano pojechaliśmy do Ustrzyk Dolnych. Zaopatrzyliśmy się w potrzebne rzeczy, w tym gazety, których nie ma nigdzie w okolicy, gdzie mieszkamy. Poszliśmy też do cukierni, nakupiliśmy mnóstwa słodkości. ;) W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w barze na obiad. Po chwili okazało się, że złapaliśmy gumę w tylnym kole... Na szczęście tacie pomogło dwóch panów, jeden użyczył tacie też potrzebnych narzędzi.
Po powrocie do pensjonatu odetchnęliśmy po wydarzeniach i poszłyśmy z mamą na plażę, więcej dziś się już nic ciekawego nie działo. 
grzyby w lesie, piękne muchomorki! / rośliny łąkowe / widoki

Dzień piąty, niedziela 
Dzień powrotu do domu. Po zjedzeniu śniadania zabraliśmy się za pakowanie oraz sprzątanie, ogarnianie tego całego bajzlu, który zdążył już się zrobić przez te kilka dni. Mi poszło szybko, bo wieczór wcześniej zaczęłam coś tam pakować itd. Niedaleko od nas znajdował się kościół, do którego poszliśmy na mszę o 10:30. Ludzi było naprawdę dużo, miejscowi oraz wiele, wiele wczasowiczów.
Z Zawozu wyjechaliśmy po 13. Droga (przynajmniej mi) minęła szybko, chociaż trochę męcząco, przez ten upał i ból brzucha. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do restauracji, bo nie jedliśmy obiadu, i trafiliśmy do Gospody u 7 zbójów w Strzegocicach. Naprawdę fajne miejsce, wystrój również, chociaż trzeba było dosyć długo czekać na jedzenie. Do domu wróciliśmy około godziny 19, a może trochę wcześniej. Poczułam prawdziwą ulgę i radość, że w końcu jestem w domu, w swoim pokoju, ze swoimi rzeczami itd.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, pamiętajcie! :)

widoki z pokoju rodziców/ wiatraki i piękne niebo

5 komentarzy:

  1. Piękne są te zdjęcie ! Czekam na kolejną relacje ! :)

    karolablogg.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo, ja bardzo często jeżdżę nad Solinę, bo mieszkam kilkadziesiąt kilometrów od tego jeziora i jadę tam godzinę :) Ogólnie piękne widoki, też jeździłam rowerkiem po wodzie, to trochę przerażające jak dla mnie- osoby która nie umie pływać, ale dałam radę :) Czekam na relacje z kolejnych dni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przypominam sobie, żebym wcześniej była w tych miejscach, jakoś ich nie kojarzę. Widzę, że świetnie się bawiłaś, czekam a dalszą cześć :)))

    luvkarolajn.blogspot.com (obserwuję)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w tym roku jade w bieszczady z kuzynami ,bo ich rodzice mają tam swój domek

    http://weronika-lifestyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia, czekam na kolejne części relacji ;) Chciałabym kiedyś tam pojechać :)
    W wolnej chwili zapraszam do mnie ~ Mój blog - kliik! ♥

    OdpowiedzUsuń

Na komentarze odpowiadam TUTAJ.
Nie uznaję obserwacji za obserwację, ani spamu typu ''Świetny post linkxyzdf.blogspot.com'', takie komentarze będą jak najszybciej usuwane.