2 wrz 2014

O kocie, szkole i innych

Hejka.:) Dziś post typowo lifestyle'owy, pamiętnikowy, codzienny - nazwijcie to jak chcecie; mam Wam trochę do poopowiadania, przede wszystkim chciałabym się z Wami podzielić pewną historią... Natomiast obiecane przeze mnie szkolne stylówki pojawią się niebawem, czyli w następnym poście. 
A więc wczoraj uroczyście rozpoczęliśmy rok szkolny 2014/2015. Wakacjom zrobiliśmy ''pa, pa'' i czas zabrać się za naukę. Ale to czeka nas dopiero za kilka dni, na razie lekcje są lajtowe, na szczęście. Typowo zapoznajemy się z programem nauczania, a niektóre lekcje są już normalne, niestety. Sprawdziany są już zapowiadane, ale jeszcze na niedokładne terminy. Ahh, szkoła! 

A na zdjęciach mój kochany pysiek, który w niedzielę narobił mi niezłego stracha... Wyszedł na dach i miauczał - cały on (a właściwie ona, ale to kot, a więc rodzaj męski). Kiedyś dwukrotnie wszedł na wysokie, uschnięte drzewo u sąsiadki i oczywiście nie umiał zejść. Za pierwszym razem pomogła mu mama, za drugim zszedł (na szczęście) sam. Ogólnie bardzo lubi wysokości. A co do tego dachu... Wieczorem mama usłyszała przeraźliwe miauczenie, które dobiegało z zewnątrz. Wyszła więc na balkon i nasłuchiwała. Pora już była późna, nic więc dziwnego, że było ciemno, niewiele więc mogła zobaczyć. Na dodatek wiało, lało i była burza. Idealna pora na dachowe wspinaczki! Ja też zaczęłam nasłuchiwać i stwierdziłam, że miauczenie dochodzi z góry. Mama mi nie chciała wierzyć, ale ja się przy tym upierałam. Nagle kotka wyglądnęła z dachu, upewniając mamę w moim zdaniu. Nie mieliśmy pojęcia, jak ona tam wlazła, ale że jest to kot bardzo zdolny, to wszystkiego można się po nim spodziewać. Wystraszyłam się bardzo, bo bałam się, jak on zejdzie. Okazało się również, że kochany zwierzak przeszedł również przez śniegołap i siedział w rynnie! Naraz usłyszałyśmy huk dobiegający z dachu. Potem miauczenie ucichło. Jeszcze bardziej się wystraszyłam, bo myślałam, że kot spadł, albo stało się coś jeszcze gorszego... Po 10 minutach zmoknięty kot sam przyszedł pod drzwi, a ja go szybko wpuściłam. Bardzo się ucieszyłam, że nic mu się nie stało; radość była niesamowita! Kocham go mocno i byłoby mi bardzo przykro, że już go nie ma.... A mam go tylko od ok. 3 miesięcy, więc to byłaby jeszcze większa strata... Dobrze jednak, że wszystko się dobrze skończyło! :)

Już niebawem na zdjęciach zobaczycie jeszcze więcej Borówki (mama ją tak nazwała, bo jest z lasu; jednak rzadko ją tak nazywamy).  :) 

Przydarzyło Wam się coś podobnego? ;)
Jak tam u Was?

8 komentarzy:

  1. Asiu, wszyscy dobrze wiedzą ( a przynajmniej ja to wiem), że twoja kotka nazywa się Złośnik ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. śliczny kotek :) z reguły koty same skaczą z dachów, itp ale nigdy nic nie wiadomo...
    nie przytrafiło mi się nigdy nic takiego, a przynajmniej nie pamiętam :)
    skomentujesz? będzie mi bardzo miło :)
    http://soooooooooswagkocie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne zdjęcia <3
    .
    .
    A u mnie giveaway z firmy choise.com
    Co powiesz na obs za obs ?
    Czekam na odp. u mnie ;
    Możesz kliknąć w baner sklepu chiose i mart of china u mnie ?
    ♥ ♥ ♥ http://sawanowska.blogspot.com/ ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale słodziak <3.Do mnie doszedł kolejny kotek i póki co się nim zajmujemy ,a potem pewnie go oddamy ;).
    ✿http://www.dont-benormal.blogspot.com/✿

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale piękny kotek <3 Myślę, że mój piesek chciałby się z nim pobawić :D

    U mnie NN - relacja mojego pierwszego spotkania z Ewą! Zapraszam serdecznie - http://www.ewaszlachcic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielki szczęściarz z tego kotka ;p

    http://by-lolka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny kotek *o*
    Niestety zaczęła się szkoła -.-

    http://my-beautiful-passion.blogspot.com/
    Obserwacja za obserwacje? :)

    OdpowiedzUsuń

Na komentarze odpowiadam TUTAJ.
Nie uznaję obserwacji za obserwację, ani spamu typu ''Świetny post linkxyzdf.blogspot.com'', takie komentarze będą jak najszybciej usuwane.