20 kwi 2016

Napełniona wiarą, nadzieją i miłością


*Nie miałam w planach takiego posta, ale czuję potrzebę napisania o tym, mimo że nie jestem do końca pewna tego tematu. *


Dokładnie 16 kwietnia, w sobotę, przyjęłam sakrament Bierzmowania. Niby nic, a ja niczego wielkiego się po tym nie spodziewałam. Ot, kolejny sakrament. Po podstawówce moje nastawienie do kościoła i Boga radykalnie się zmieniło. Gdyby nie trzyletni okres przygotowania do bierzmowania, w świątyni pojawiałabym się tylko w niedziele. Myślałam nawet o odejściu ze wspólnoty. Jako mała dziewczynka wyczekiwałam I Komunii Świętej, było to dla mnie ogromne przeżycie. A bierzmowanie było dla mnie po prostu dokończeniem cyklu przygotowania i przedostatnim sakramentem, potrzebnym do ostatniego - małżeństwa. Raczej to wszystko zlewałam, z wielką niechęcią chodziłam bo muszę. Było to dla mnie trochę katorgą, miałam serdecznie dosyć comiesięcznych spotkań i wyliczonych nabożeństw (i tak zawsze miałam ich za mało), aby mieć podpisy w książeczce. Czekałam, by to się skończyło. Nie jestem też nie wiadomo jak dobrą osobą i czuję, że czynię więcej złego niż dobrego. Szczerze mówiąc, to piłam już też nieraz alkohol, wciąż przeklinam i wyklinam wszystko i tak dalej.

Moje nastawienie zaczęło zmieniać się podczas Triduum. A dokładniej w piątek. Dostaliśmy wtedy krzyże, które wszyscy zawiesiliśmy na swoich szyjach. Czułam dumę, że może wisieć na mojej piersi. Spłynął na mnie spokój, a wcześniej byłam kłębkiem nerwów. Poczułam, że wszystko będzie dobrze. Poczułam szczęście i radość, że mogę przyjąć ten sakrament. Następnego dnia, w dzień bierzmowania, znów zaczęłam się denerwować. Ale gdy powtarzałam pod nosem po raz milionowy 'będzie dobrze' i zmierzałam do kościoła, zdenerwowanie zaczęło ze mnie ulatywać.  W środku wszyscy byli elegancko, odświętnie i pięknie ubrani. Chłopcy w garniturach wyglądali dojrzale i poważnie; dziewczyny w eleganckich sukienkach tak samo. A co najważniejsze, wszyscy, cała nasza ponad czterdziestka, mieli krzyże na szyjach. Wtedy poczułam, że to rzeczywiście będzie sakrament dojrzałości, jesteśmy już gotowi. 

Ustawiliśmy się w dwa rządki, dziewczyny i chłopcy. Kilkanaście minut czekania i oto wchodzi biskup, który wizytował też parafię. Powitanie, bla, bla. Zaczyna się msza, bla, bla, dalej nic ciekawego, błagam szybciej, bo bolą mnie nogi, mam dosyć, mdleję, szybko, no po co tyle gadasz. Namaszczenie krzyżmem świętym, przez co bardziej weszłam w nastrój. Ale dopiero pod koniec, gdy nastąpiło błogosławieństwo krzyży, poczułam się napełniona przez Ducha Świętego i tak pewniej. Biskup kazał ściągnąć krzyże z szyi i wysoko je podnieść. Pomijam fakt, że rzemyk wplątał mi się we włosy i szarpałam się z tym. Gdy cała nasza grupa uczyniła ten sam gest, to było takie niesamowite. Najlepsza atmosfera zrobiła się na koniec, gdy skończyła się msza, a w kościele zostali tylko kandydaci i ich rodzina. Ustawiliśmy się do zdjęcia. Biskup powiedział, że to nie pogrzeb i żeby się uśmiechnąć, co totalnie rozluźniło atmosferę. Potem błogosławieństwo rodzin. Ja wraz z przyjaciółkami stanęłyśmy po tym z boku i wszystko obserwowałyśmy. Klimat zrobił się taki radosny, luźny, rodzinny. Poczułam się jak we wspólnocie, jednością z tymi wszystkimi ludźmi. To był najlepszy element całego bierzmowania i byłam zachwycona, jak to wszystko się odbywa. Na koniec dostaliśmy Pismo Święte i się rozeszliśmy.


Od tego wydarzenia minęło już kilka dni. Nie zrobiłam się bardziej religijną osobą, nie chodzę codziennie do kościoła i nie stoję tam w pierwszym rzędzie, a nawet codziennie się nie modlę (wciąż o tym zapominam). Przyjęcie tego sakramentu nie sprawiło, że stałam się niesamowicie głęboko wierzącą chrześcijanką. Nadal jestem tą samą złą osobą, wcale nie bardziej świętą i łamiącą przykazania. Nadal trudno mi uwierzyć, że Bóg przy mnie czuwa i w samo jego istnienie. Ale to wydarzenie mnie zmieniło. Zmieniło moje podejście do Boga i do spraw religii. Umocniło w wierze i napełniło nadzieją. Będę się starała czynić więcej dobrego. Jak to wyjdzie, nie wiem. Za mną egzaminy gimnazjalne i wierzę, że to Duch Święty, którego przyjęłam kilka dni wcześniej, pomógł mi w ich napisaniu, nawet jeśli tak nie było. 


Nigdy wcześniej nie poruszałam tutaj tematu religii, dajcie znać co sądzicie o tym w blogosferze.

Jakie jest Wasze podejście do Boga? Co o tym wszystkim myślicie?

20 komentarzy:

  1. Jestem całą sobą za religią w blogosferze. Prowadzę religijnego bloga i bloga artystycznego. Ja przyjęłam Bierzmowanie 29 lutego i nie dziwię się, że to dla Ciebie wielka chwila. W końcu bierzmowanie to sakrament dojrzałości :)
    Po tym, jak i po spowiedzi, człowiek chce stawać się lepszy :)

    Uwielbiam takie posty! Więcej takich chciałabym na blogach. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uważam, że na takie tematy nie powinno się rozmawiać. Każdy ma swojego poglądy i wierzenia, a często przy takich konwersacjach tworzą się kłótnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uważam, że powinno się rozmawiać na takie tematy, byle by szanować poglądy innych i nie narzucać na siłę komuś swojego zdania :)

      Usuń
    2. Dumb or happy, zgadzam się z Tobą. :)

      Usuń
  3. ja szczerze mówiąc sama nie wiem w co wierzę. Do kościoła chodzę okazyjnie ale to dlatego ze dla mnie to zwykle zdzieranie kasy, jezeli Bóg istnieje to raczej nie obrazi się na mnie, ze nie chodze do kościoła.
    Bardziej wierzę w Anioła Stróża, sama wierzę ze takiego mam (mam nawet dowody!) ale to tak juz poza tematem.
    Bierzmowanie tez bylo dla mnie szczególna chwilą. Jak wspominałam, nie chodze do kościoła, ale wtedy głosno spiewalam, byłam uśmiechnięta i radosna, byla to naprawdę dobra msza/Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja także uważam, że Kościół zdziera pieniądze z parafian. Dlatego idę tam się modlić, a nie dawać koperty księdzu. Zbulwersowała mnie myśl, że za byle pogrzeb trzeba zapłacić kilkanaście tysięcy zł (!), a ciężko pracujący robotnik dostaje 3 zł za godzinę.

      Usuń
  4. Ja jestem na drugim roku bierzmowania i niestety jest to dla mnie katorga. O ile te chodzenie w niedzielę do kościoła jakoś przeboleję tak te trzygodzinne spotkania czy różańce i drogi krzyżowe są irytujące. Wkurza mnie to, że idę do spowiedzi tylko po to, żeby mieć głupią pieczątkę, a tak naprawdę sama w sobie nie czuję potrzeby wygadania się księdzu. Wszystko jest na pieczątkę, jest takie sztuczne i wymuszone. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że gdyby nie rodzice nawet bym nie zaczęła tego bierzmowania. I w przeciwieństwie do Ciebie mam przeczucie, że po bierzmowaniu moja wiara będzie słabsza. Już teraz zakładam, że jak ''zaliczę'' ten sakrament nie będę już w ogóle chodzić do kościoła.
    /Liseł
    NASZ BLOG - KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także myślałam, że po bierzmowaniu odetnę się od kościoła, rzucę to wszystko. Ale wyszło inaczej... Trzymam kciuki, aby i w Twoim przypadku to się zmieniło. :)

      Usuń
  5. A jeszcze zapomniałam dodać, że mimo wszystko fajnie, że odważyłaś się poruszyć temat religii. Niektórzy go unikają, bo boją się hejtów :D Pamiętam jak na blogu napisałam z przyjaciółką, że babcie mohery mają problem postać w autobusie kilka minut, a na różańcu to je nogi nie bolą i też była masa hejtów. Temat religii jest mega delikatny jak widać xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obrażając uczuć innych można rozmawiać na tak delikatne tematy. A hejt zawsze będzie, jak ma być, czy to wpis o modzie, urodzie czy religii.

      http://niechaj-zstapi-duch-twoj.blogspot.com/
      http://blogartysty.blogspot.com/

      Usuń
  6. Fajnie, że to wydarzenie jakoś na Ciebie wpłynęło :) Wybrałaś sobie bardzo ładne imię :) Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w tym roku przygotowuję się do bierzmowania.
    Uważam, że to bardzo potrzebny sakrament dla młodzieży, by mieli szansę odnaleźć w swoim życiu Boga.
    Moja parafia przygotowuje nas zaledwie 7 miesięcy, więc jak przeczytałam u ciebie 3 lata to oczy jak orbity :)
    Czasem rzeczywiście się zmuszam, żeby tam chodzić, bo czasem naprawdę mi się nie chce, bo albo jest fatalna pogoda, albo się źle czuję, co się łączy.
    Jednak nie chodzę do tego miejsca tylmko po to by zdobyć ten sakrament a potem heja. Bo do tej pory uczestniczyłam w Mszach Świętych z wielką chęcią.

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. wybrałaś ladne imię ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że Twój post to piękne świadectwo :) Miło, że jednak w jakiś sposób emocjonalnie przeżyłaś ten dzień, mimo, że teraz nie czujesz, że nagle stałaś się "dobrą" osobą.
    Spora część osób z mojej klasy przystąpiła do bierzmowania ze świadomością, że już nawet w niedzielę nie pojawią się w kościele.
    Z Twojego wpisu bije za to dojrzałością.
    Byłaś też bardzo ładnie ubrana. :)

    Rzadko spotykam się z wpisami na temat wiary, ale lubię je czytać. Trochę szkoda, że wiele osób boi się takich tematów, bo mogą zostać obrzuceni falą krytyki, choć moim zdaniem krytykować nie ma czego.

    CROWDED DREAMS

    OdpowiedzUsuń
  10. Dużo ludzi teraz mówi, że wierzy w Boga, ale nie w kościół i księży.. i ja się chyba najbardziej do tej grupy zaliczam

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam bierzmowanie 24 maja i trochę sie obawiam, gdyż nie bardzo mogę długo stać, a nie chce zrobić afery i zemdlec..Ile to mniej więcej trwało? napisz mi u mnie w komentarzu albo na meila proszę :)

    www.mvrcelia.blogspot.com zapraszam na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Asia jestem pod ogromnym wrażeniem ! Twój blog jest bardzo fajny :) Pozdraiwam koleżanka ze szkoły

    OdpowiedzUsuń
  13. mnie czeka bierzmowanie w czerwcu :)
    pooositivee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja bierzmowanie miałam 10 maja.
    I masz racje to bardzo piękna uroczystość! :)
    Jednak wkurzały mnie to częste chodzenie do kościoła, na spotkania tylko po pieczątkę, bez sensu to było.
    Jednak mam już to za sobą!
    z-pasja-w-obiektywie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Na komentarze odpowiadam TUTAJ.
Nie uznaję obserwacji za obserwację, ani spamu typu ''Świetny post linkxyzdf.blogspot.com'', takie komentarze będą jak najszybciej usuwane.