5 sie 2016

Gościłam pielgrzymów na ŚDM 2016 || relacja

Tak jak wspominałam już w poprzednim wpisie, podczas ŚDM wraz z rodziną zdecydowałam się ugościć pielgrzymów. Dziś przybywam z krótką (mam nadzieję, że taka wyjdzie!) relacją z ich pobytu u nas. 


Wszystko zaczęło się już na kilka dni przed oficjalnym rozpoczęciem wydarzenia w Krakowie. Wraz z koordynatorkami ŚDM w naszej parafii telefonicznie ustaliliśmy, że odbierzemy ich w niedzielę wieczorem. Lecz przesunęło się to na dzień następny. Czekaliśmy prawie cały poniedziałek na naszych pielgrzymów. Nikt nam nie dał znać, że jednak ich dziś nie będzie. Dlatego byłam strasznie zła na całą organizację tego przedsięwzięcia. Okazało się, że jedna z dużych grup nie dała znaku życia, czy przyjadą czy nie, nie było z nimi kontaktu. Z tego powodu dopiero we wtorek późnym wieczorem (godzina około 22:30) poszłyśmy odebrać naszych pielgrzymów. Dziewczyny były już w piżamach, mogły iść już spać, a przez beznadziejną organizację musiały praktycznie w nocy się przenosić...
Z racji późnej pory tylko pokazałyśmy im, gdzie będą spać, gdzie jest łazienka oraz dowiedziałyśmy się o której chcą śniadanie i kiedy wychodzą. 
Największym problemem był język. Kathryn i Linda pochodzą z Panamy, więc znały tylko język hiszpański, a z angielskiego tylko kilka słówek. A pamiętacie, co pisałam wcześniej? ''Ich goszczenie będzie wielkim testem dla mojej znajomości angielskiego.'' Otóż tak się nie stało, na czym się lekko zawiodłam. W ruch poszedł tłumacz Google oraz słowniczek hiszpański. Mama pisała zwroty na kartkach i pokazywała dziewczynom, natomiast one albo odpowiadały, albo odpisywały.  Na samym końcu ich goszczenia moja rodzicielka tak wyćwiczyła sobie ten język, że większość z tego była dla niej zrozumiała! 
Chciałyśmy się coś o nich dowiedzieć, dlatego poprosiłyśmy aby napisały kilka zdań o sobie. I tak oto wiemy, że Kathryn ma 21 lat, studiuje na uniwersytecie i należy do grupy parafialnej. Natomiast Linda ma 33 lata, córkę w wieku 12 lat oraz lubi spacery. Mało informacji, ale to nam musiało wystarczyć.

Na pożegnanie, wieczorem przed ich wyjazdem, dostałyśmy pamiątkowe rzeczy od dziewczyn : zakładkę do książek z fotografią Kanału Panamskiego, małą flagę ich kraju, bransoletkę w ich barwach oraz pomponiki, które miały przyczepione do jednej z walizek (cała ich grupa takie miała, to świetne!).


Dziewczyny wychodziły z domu wczesnym rankiem, około godziny 8, gdy ja jeszcze spałam. Dlatego spędziłam z nimi naprawdę mało czasu. Wracały natomiast w okolicach godziny 21. Witały się, krótka rozmowa, myły się i szły zmęczone po całym dniu spać. To mnie trochę zawiodło, bo myślałam, że bardziej się z nimi zintegrujemy, aczkolwiek jest to zrozumiałe.


Łącznie były u nas przez tydzień, aż do ranka 2 sierpnia. Tego dnia wstałam, jak na siebie, bardzo wcześnie, bo o 7:30. Nie wyobrażałam sobie ich nie pożegnać. Mimo tak krótkiego czasu spędzonego z dziewczynami, poczułam już tą więź. Były sympatyczne i dużo się uśmiechały. Linda napisała na kartce, że 'bardzo jej się w tym miejscu podoba'.
Po 8 wyszłyśmy z domu, pomagając Kathryn i Lindzie z ich bagażami. Na miejscu czekaliśmy na resztę panamskiej grupy z naszej wsi. Okazało się, że bus przyjechał po nich dopiero lekko po 9, ale dzięki temu wsłuchaliśmy się w ich rodowity język i trochę dłużej z nimi pobyliśmy. Byli naprawdę mili i cały czas się uśmiechali. Na koniec zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, które możecie podziwiać niżej. (wiem, że nie wiecie, kto jest kim, ani nawet pewnie gdzie jestem ja, ale to Wam musi wystarczyć ;)).


Zbliżam się już do podsumowania, bo mimo że jeszcze mnóstwo zdań chciałabym napisać, to post nie może być zbyt długi. ;) Uważam, że to było naprawdę świetne przeżycie i aż żałuję, że nie spędziłam z nimi więcej czasu i nie potrafiłam się z nimi porozumieć. To była świetna szansa na poznanie innej kultury, nowych osób i sprawdzenie się w roli gospodarza. Gorąco Wam polecam przyjmować innych pod swój dach, bo dostaniecie wtedy więcej, niż możecie sobie wyobrazić. Nawet następnego dnia po ich wyjeździe przyjęliśmy kolejnych pielgrzymów, na jedną noc, z pielgrzymki częstochowskiej. Ich wdzięczność była naprawdę duża. Mam nadzieję, że Kathryn i Linda nas zapamiętają, tak jak ja zawsze będę je ciepło wspominać. Tak się złożyło, że kolejne ŚDM jest w ich kraju, Panamie, ale niestety jest to zbyt wielki kawał drogi... Życzę im wszystkiego co najlepsze i aby goszczenie pielgrzymów u siebie sprawiło im taką radość, jak mi. :)

36 komentarzy:

  1. Ooo ja też przyjmowałam pielgrzymów! I też była to młodzież z Panamy :* Nasi wracami między 23-02 w nocy, więc trochę słabo :(
    Zuzia For Style - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  2. W naszym mieście też przyjmowaliśmy pielgrzymów. Tylko u nas byli Belgowie i Filipińczycy. Świetnie, że brałaś udział w czymś tak wspaniałym! :)
    Poszerzając horyzonty - Klik!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję lekki niedosyt, liczyłam na dłuuuugasną relacje! :( Brałaś tez udział w ŚDM jako np przewodnik czy nie?
    Podziwiam, za komunikację, bo w sumie nie mieliście jezyka w którym wszyscy mogliby się porozumieć, a jeżeli nie uczylas sie hiszpanskiego w szkole, to w ogole szacun/Karolina

    Dwie Perspektywy Blog [Klik]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w szkole nie miałam hiszpańskiego, to było moje pierwsze zetknięcie z tym językiem.
      Nie, nie byłam wolontariuszką ani przewodnikiem. ;)

      Usuń
  4. Ale super! Ja niestety nie miałam okazji uczestniczyć w tej 'imprezie', ale słyszałam, że wyszło naprawdę fajnie ;)

    U mnie nowy post, zapraszam!
    MÓJ BLOG
    MÓJ KANAŁ NA YT

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze mówiąc też miałam gościć pielgrzymów, ale jakoś zleciało, że nie zdążyłam się zgłosić :/
    m-artyna.blogspot.com-KLIK!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm. Moja rodzina też zastanawiała się nad goszczeniem pielgrzymów, ale później okazało się, że w naszym mieście nikogo nie będzie :< Mieszkam w mieście sąsiadującym z Warszawą, więc w sumie nie rozumiałam sensu tak długich codziennych podróży. U mnie pewnie jakoś by się dogadały, bo moja siostra uczy się hiszpańskiego. Bardzo fajnie byłoby odwiedzić w przyszłym roku Pamamę :>
    Pozdrawiam, Natalia

    OdpowiedzUsuń
  7. Goszczenie obcokrajowców to fajna przygoda :) Chętnie sama przygarnęłabym kogoś, miałam jechać na ŚDM ale niestety nie wypaliło. Ciekawa relacja :)
    Blog Nazywamsięmilena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe doświadczenie. Szkoda, że tak mało czasu z nimi spędziłaś ;(
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  9. No z językiem mógł być problem :D
    Ale jednak fajna rzecz, że gościłaś w domu pielgrzymów :)

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgłoszenie się jako rodzina goszcząca to całkiem fajna sprawa ;) Słyszałam od moich znajomych, że bardzo miło spędzili ten czas z młodzieżą, która do nich trafiła. Ja niestety nie miałam możliwości zostania rodziną goszcząca ani wybrania się na ŚDM :(

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie! klik

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja rodzina nie przyjmowała pielgrzymów, aczkolwiek myślę, że byłoby to naprawdę fajne doświadczenie, w naszej diecezji przebywali Francuzi ;)
    Dobrze, że udało Wam się porozumieć :D

    Pozdrawiam serdecznie,
    Zapraszam do siebie: slowandminimal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale świetna sprawa! Fajnie, że miałaś okazję tak trochę
    zapoznać się z zupełnie nowymi dla Ciebie osobami! :)

    Serdecznie zapraszam do mnie: http://sandraannakawa.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna sprawa! U nas w rodzinie też przyjmowali pielgrzymów :)

    Pozdrawiamy cieplutko,
    www.twinslife.pl (klik)♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow, ja nie przyjmowałam pielgrzymów, ale uczestniczyłam w wymianie szkolnej więc myślę że to może w jakimś stopniu podobne haha:)) Taka sprawa to super doświadczenie no i wspomnienia na całe życie!

    Jull.pl - klik!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej, ja też tak bardzo chciałam przyjmować pielgrzymów, ale niestety do nas nie przyjechali! :c A nawet się zapisałam do rodzin chcących ich gościć...

    minimalistyczny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Rany, nawet jeśli nie doznałaś tego testu angielskiego to i tak była to ogromna wdzięczność z Twojej strony. Nie każdy ugościłby obcych ludzi w swoim domu, jednakże musiały to być świetne osoby!:)

    Zapraszam na promocje blogów, buziaki xx Zyciedlapasji klikaaaj:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Może teraz Twoja mama zacznie uczyć się hiszpańskiego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie znalazłaby pewnie na to czasu ze względu na pracę i mnóstwo innych zajęć, ale to dobry pomysł, bo ma dryg do języków. :)

      Usuń
  18. Ja kiedyś gościłam u siebie Japonki, również liczyłam, że podszkolę angielski, ale komunikowaliśmy się gównie na migi
    ❤ blog

    OdpowiedzUsuń
  19. W mojej wsi też byli pielgrzymi, ale ja ich nie gościłam. :)
    www.minimalism-style.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Nigdy nie przyjmowaliśmy do swojego domu pielgrzymów, ale uważam, że jest to ciekawe i zapewne miłe doświadczenie :)
    Pozdrawiam,
    sajecka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mam bardzo blisko do krk zaledwie 20min, ale niestety nie brałam udziału..
    justlovejulie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. To musiało być naprawdę ciekawe przeżycie. Nie dziwię Ci się, że byłaś trochę zwiedzona tym, że nie było okazji wypróbowania swoich sił porozumienia się w jeżyku angielskim. Początkowa organizacja też mi się nie spodobała. Na pewno z niecierpliwością czekaliście na swoich gości, a tu takie opóźnienia.
    Jednak pozytywne wnioski to to, że miałaś do czynienia z ludźmi o innej kulturze i tradycjach, że udało Wam się porozumieć pomimo różnic i to, że w taki miły sposób podziękowano Wam za gościnę ;)
    ADA ZET

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetna relacja. Też chciałabym gościć u siebie pielgrzymów :)
    Zapraszam na jej bloga -> http://xcysiaxoxo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. JA nie miałam okazji wziąść żadnego udziało w ŚDM :(
    agnieszka-gromek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. ciekawie, że udało Wam się gościć pielgrzymów i to z zza granicy :)
    Mój blog: KLIK

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawy post ;) ja niestety nie mogłam uczestniczyć w ŚDM, ale z tego co widzę, było tam naprawdę super ;)

    BY-KAYLA-BLOG.BLOGSPOT.COM-KLIK

    OdpowiedzUsuń
  27. Ciekawe doświadczenie :) U nas nie przyjmowaliśmy nikogo, jakoś nikt się do tego nie palił. Może i jest to wartościowe, ale nawet po twojej relacji nie miałabym chęci na coś takiego :/
    Szkoda, że tak słabo mówiły po angielsku, takie testy są naprawdę bardziej wartościowe niż angielski w szkole :<

    Pozdrawiam
    VIOLET END

    OdpowiedzUsuń
  28. Fajnie, że mogłaś uczestniczyć w tak niesamowitym wydarzeniu, mnie niestety nie było wtedy w kraju ;<

    http://sosnowskaphoto.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Niestety nie mogłam dojechać :( bardzo zazdroszcze!

    OdpowiedzUsuń
  30. Oooo to świetny gest z waszej strony! Moja kuzynka gościła 6 Wloszek, ale one się dogadywały po angielsku i ogólnie dużo z sobą rozmawiały ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    Nowy post-klik!

    OdpowiedzUsuń
  31. Do mojej parafi przyjechali Francuzi, niestety nie przyjełam ich bo za dużo osób się zgłosiło do przyjęcia, ale na szczęśćie spędzałam z nimi dużo czasu. Świetnie umieli angielski i można było normalnie się z nimi dogadać.
    http://treamicii.blogspot.com/2016/08/ostatni-tydzien.html

    OdpowiedzUsuń
  32. A u mnie nie było żadnych pielgrzymów, a szkoda :)

    by-klaudiaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Na komentarze odpowiadam TUTAJ.
Nie uznaję obserwacji za obserwację, ani spamu typu ''Świetny post linkxyzdf.blogspot.com'', takie komentarze będą jak najszybciej usuwane.